Podróż polskimi drogami w zimowych warunkach odebraliśmy jak lot na skrzydłach - tak nas „napędzały” prezenty ułożone po sufit.Dotarliśmy do sandomierskiej siedziby Caritas około południa. To, co zastaliśmy, ogrom nieszczęścia tych ludzi brutalnie sprowadził nas na ziemię. Każdy z nas widział reportaże z powodzi, każdy przeżywał to na swój sposób.
Zobaczyć to na własne oczy przemawia głębiej od profesjonalnej dziennikarskiej relacji.
Domy pozbawione tynków na wysokość ok. trzech metrów mówią same za siebie. Praktycznie mogliśmy zatrzymywać się przy każdym domostwie i przekazywać dary od Was.